Antykoncepcja - potrzeba rewolucji
14-03-2008 10:24
Od dwudziestu lat w antykoncepcji nic się nie zmieniło. Choć nowe metody istnieją, to przemysł farmaceutyczny nie chce w nie inwestować. Tymczasem to jedyny sposób na zmniejszenie liczby niechcianych ciąż - przekonują eksperci
Pierwsza pigułka antykoncepcyjna trafiła na rynek 11 maja 1960 r. Tę datę uważa się powszechnie za rewolucyjną, nie tylko w kontekście naukowym, ale także społecznym i obyczajowym. Potem udoskonalano kolejne środki. Postęp zakończył się jednak dość niespodziewanie na początku lat 80. Od tego czasu pojawiło się co prawda wiele nowych środków, jednak w praktyce wszystkie powielały ten sam pomysł - kombinacja progestagenu (pochodnej progesteronu) z estrogenami.
- Otrzymywaliśmy stary produkt w nowym opakowaniu. A potrzeba nam rewolucji antykoncepcyjnej - przekonywał podczas ubiegłotygodniowego sympozjum w Mikołajkach prof. Philippe Bouchard, wiceprezydent Europejskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, jeden z najwybitniejszych na świecie specjalistów w tej dziedzinie.
Nie ma zysku, nie ma postępu
Środki antykoncepcyjne należą do tej grupy leków, które od dawna wzbudzają kontrowersje. Dla niektórych moralne, dla innych medyczne. W tym ostatnim przypadku podnoszone są głosy o potencjalnych skutkach ubocznych, np. zwiększonym ryzyku rozwoju raka piersi. - Trzeba powiedzieć jasno: istnieje większe prawdopodobieństwo, że kobieta skręci kark w wannie albo zabije się na rowerze, niż że umrze z powodu raka piersi wywołanego pigułką antykoncepcyjną. Zalety tych środków są o wiele większe niż niewielkie ryzyko związane z potencjalnym zachorowaniem - przekonywał prof. Bouchard.
- Bardzo rzadko może się zdarzyć, że kobieta będzie mieć zwiększone ryzyko rozwoju raka piersi, ale to pojedyncze przypadki w skali całej populacji. Nie mamy możliwości sprawdzenia, których pań to dotyczy - mówił "Gazecie" prof. Sławomir Wołczyński, kierownik Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej AM w Białymstoku, główny organizator sympozjum.
Tymczasem, jak pokazują wyniki badań, w USA aż połowa wszystkich ciąż to ciąże nieplanowane. We Francji odsetek ten wynosi około jednej trzeciej, w Polsce zapewne tyle samo. To dowód, że ogromna rzesza kobiet nie korzysta z dostępnych na rynku metod antykoncepcji. Co jest tego przyczyną?
Pigułka może powodować krwawienia czy zwiększać ryzyko zakrzepicy (jest to widoczne dopiero u kobiet po 35. roku życia i palących papierosy). Niespecjalnie wygodny jest również codzienny reżim zażywania, choć pewne udogodnienie w tym zakresie przyniosły plastry antykoncepcyjne. - Widać, że potrzeba nowych, wygodniejszych i skuteczniejszych metod - uważa Bouchard.
Oczywiście, liczba nieplanowanych ciąż bezpośrednio przekłada się na liczbę aborcji. - Tego problemu w żaden sposób nie rozwiąże się za pomocą zakazów prawnych. Dopóki będą niechciane ciąże, dopóty będą aborcje. Jedynym realnym sposobem na ich zmniejszenie jest edukacja seksualna i antykoncepcja - mówi prof. Wołczyński.
Ale dlaczego ostatnie dekady nie przyniosły w tej dziedzinie nic nowego? - To wynik polityki firm farmaceutycznych. Ktoś usiadł i wyliczył, że akurat tu postęp i badania po prostu się nie opłacają, nie przyniosą tak dużych zysków jak leki stosowane np. w cukrzycy, onkologii czy kardiologii - twierdzi prof. Bouchard. Tak się stało z tzw. SPRMs-ami.
To skrót od Selective Modulators of Progesteron Receptors, czyli modulatory receptorów progesteronowych. Z ich odkryciem wiązano ogromne nadzieje. Działają na poziomie genów sterujących w organizmie kobiety wydzielaniem progesteronu. SPRMs-y hamują owulację, a także nie dopuszczają do zagnieżdżenia się zapłodnionego jaja w macicy. - Mogą być więc stosowane zarówno jako codzienna antykoncepcja, jak i antykoncepcja awaryjna. W dodatku środki te, bardzo komfortowe w użyciu i skuteczne, w ogóle nie wpływają na poziom estrogenów, a więc ryzyko jakichkolwiek skutków ubocznych jest wręcz zerowe - przekonywał Bouchard.
Kilka lat temu praktycznie zaniechano jednak dalszych prac nad tą grupą leków. - To skutek tego, że prekursorem SPRMs-ów była pigułka RU486, przez wielu całkowicie niesłusznie nazywana środkiem poronnym. To odium zaciążyło na tych lekach. Firmy farmaceutyczne obawiają się, że SPRMs-y będą bojkotowane na rynku amerykańskim. Gorzka prawda wygląda bowiem tak, że Europa, gdzie ceny leków są regulowane, wcale się nie liczy. Celem koncernów jest rynek Stanów Zjednoczonych, który generuje największe zyski - uważa Bouchard.
O mężczyznach wiemy niewiele
Innym problemem jest antykoncepcja u mężczyzn. Tutaj też w badaniach nad nowymi metodami panuje marazm. Przełomem nie stały się implanty z progestagenem wspomagane testosteronem.
Wszczepiany w ramię progestagen poprzez swoje oddziaływanie na układ hormonalny sprawia, że wyhamowaniu ulega produkcja plemników. Z kolei testosteron zapewnia odpowiedni poziom libido i produkcji nasienia, dzięki czemu mężczyzna jest w pełni sprawny seksualnie. - Niestety, firmy farmaceutyczne doszły do wniosku, że metoda jest zbyt skomplikowana, za droga i nie przyniesie odpowiednio wysokich profitów - mówił Bouchard.
Prowadzi się również badania nad szczepionkami antykoncepcyjnymi. Idea polega na tym, by odpowiednio pobudzony układ odpornościowy produkował przeciwciała wymierzone w komórki, z których powstają plemniki. - Prace są jednak na bardzo wczesnym etapie. Trzeba być bardzo ostrożnym, bo nie wiemy, czy przeciwciała nie zaatakowałyby jakichś innych komórek - tłumaczy prof. Wołczyński.
Z antykoncepcją dla panów wiąże się jeden podstawowy problem - wciąż zbyt mała wiedza o tym, jak funkcjonuje męski układ rozrodczy. W opinii laika to kobiety są pod tym względem bardziej "skomplikowane" - mają cykle, fazy, dojrzewanie, uwalnianie itp. A mężczyźni - po prostu - produkują plemników ile się da, i w dodatku natychmiast gotowych do działania. - W rzeczywistości jest na odwrót. To właśnie cykl powstawania komórki jajowej jest bardzo dobrze poznany, a co za tym idzie - stosunkowo łatwy do kontrolowania. Jeżeli chodzi o plemniki, dopiero się tego uczymy - podsumowuje prof. Wołczyński.
Wojciech Moskal
Źródło: Gazeta Wyborcza http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,78862,4479760.html